#197 Warsztaty umierania – rozmowa z Katarzyną Boni

#

Myśl o śmierci nie jest dla mnie trudna, jest wręcz odwrotnie – jest uwalniająca i pomaga mi przypominać sobie o tym, co jest ważne. Jednocześnie zauważam, że nie jest to uniwersalne podejście. Rozmawiam o tym z ludźmi z mojego otoczenia i widzę bardzo różne reakcje – od ciekawości do przerażenia.

Kiedy trafiłem na książkę Katarzyny Boni Ganbare! Warsztaty umierania – tytuł od razu mnie przyciągnął. Pochłonąłem ją w kilka godzin i pomyślałem, że bardzo chciałbym porozmawiać z autorką, żeby lepiej zrozumieć, skąd się biorą przekonania na temat śmierci. Nasza rozmowa okazała się bardzo ciekawa, i co więcej, jest też praktyczna – pokazuje, dlaczego warto oswoić się z tym tematem i jak to można zrobić. Zapraszam do słuchania i rozmowy!


Gościni odcinka

Katarzyna Boni – autorka i reporterka. W swoich książka skupia się na sposobach radzenia sobie z traumą i żałobą, , na tym, w jaki sposób ludzie angażują się w rzeczywistość naokoło nich, a także na kryzysie klimatycznym, o którym piszę od kilku lat.

Linki

Intencjonalny newsletter


Co tydzień wysyłam list, w którym zapraszam do rozmowy i zadania sobie ważnych pytań.

Administratorem danych zawartych w korespondencji e-mail jest Dominik Juszczyk prowadzący działalność gospodarczą pod nazwą Dominik Juszczyk Near-Perfect Performance. Wysyłając wiadomość, przekazujesz mi adres e-mail. Szczegóły dotyczące przetwarzania danych są dostępne w polityce prywatności osadzonej na tej stronie internetowej.
Administratorem danych zawartych w korespondencji e-mail jest Dominik Juszczyk prowadzący działalność gospodarczą pod nazwą Dominik Juszczyk Near-Perfect Performance. Wysyłając wiadomość, przekazujesz mi adres e-mail. Szczegóły dotyczące przetwarzania danych są dostępne w polityce prywatności osadzonej na tej stronie internetowej.

Streszczenie

Dzisiaj temat, który od kilku lat bardzo mnie interesuje i, choć może zabrzmieć to dziwnie, prowadzi mnie do czegoś pozytywnego. Kilka tygodni temu skończyłam czytać książkę Katarzyny Boni Ganbare! Warsztaty umierania. Bardzo mnie ta książka poruszyła, ale też pokazała jak o śmierci i przemijaniu można rozmawiać z perspektywy różnych kultur, duchowości, tradycji. Pomyślałem, że może autorka będzie chciała porozmawiać ze mną na ten temat w podkaście. Udało się! Rozmawiamy o podejściu do śmierci, warsztatach umierania oraz o tym, jak można wykorzystać to, czego dowiadujemy się o sobie w trakcie takich warsztatów i ćwiczeń. Zapraszam Was do wysłuchania rozmowy, a jeszcze bardziej do zapisywania sobie pytań i rozmowy.

Jak usłyszałem „warsztaty umierania” to pomyślałem „wow, super sprawa”, jak powiedziałem o tym moim znajomym to usłyszałem: „Zwariowałeś, »warsztaty umierania«, jak to w ogóle brzmi?”. Skąd wziął się u Ciebie pomysł, by organizować warsztaty umierania? Czy sama je przechodziłaś? Jak do nich podchodzisz?

Ganbare! O tytule książki

Poruszyłeś od razu dwie kwestie. Pierwsza to tytuł mojej książki. Kiedy ona wychodziła, nie miałam wątpliwości, że to jest jej tytuł. Ganbare! to bardzo pojemne sformułowanie, ma wiele odczuć i emocji. To próba podtrzymania na duchu („dasz radę!”), które bywa dla niektórych męczące, bo chcieli by móc nie dawać sobie rady. I to słowa zderzone z warsztatami umierania wydawało mi się odpowiednie do tego, o czym ta książka jest, czyli o żałobie, o stracie – jak się w niej odnajdujemy, jak sobie z nią radzimy. Już wtedy ten tytuł był problemem – na początku usłyszałam, że nie można sprzedawać niczego ze śmiercią w tytule, bo ludzie unikają słowa „śmierć”, to ich zniechęca (jednak mam mądrego wydawcę, który zaakceptował ten tytuł).

Początek warsztatów umierania w Polsce

Tak samo jest z warsztatami umierania, które zaczęłam prowadzić. Sama je przechodziłam w Japonii, w Tokio – są one prowadzone przez mnichów Buddyjskich. Kiedy wróciłam do Polski opowiadałam o nich znajomych, bo to było bardzo ważne dla mnie przeżycie. Odkryłam kilka istotnych i zaskakujących rzeczy na swój temat. Zorganizowałam najpierw takie małe warsztaty dla kilku osób u siebie w domu, potem jeszcze raz dla kolejnych znajomych. Później zaczęli pisać do mnie czytelnicy mojej książki… Coraz więcej osób pisało, że potrzebuje takich warsztatów – postawienia się w sytuacji symulacji choroby, straty. Zastanawiałam się też, czy zmieniać im nazwę, bo dostałam wiele takich sugestii. Tu znów się pojawiało to, że ta nazwa zniechęca i odrzuca wiele osób. Myślę jednak, że to dobrze. Nie każdy jest gotowy zmierzyć się ze śmiertelnością. Może nie każdy ma taką potrzebę by z tym się zmierzyć? Na te warsztaty przychodzą osoby, które trochę o nich przeczytały, które są otwarte na zmierzenie się z własnym przemijaniem.

Religia a strach przed śmiercią i stratą

Na ile ten nasz strach, według Ciebie, przed myśleniem o śmierci i stratą jest powiązane z tym, że religia jest coraz mniej obecna w naszym życiu?

Nie wiem, czy do końca potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Mam pewną intuicje. Katolicyzm ma w sobie piękną (niebo) bądź przerażającą (piekło) wizje życia po śmierć – jest nagroda, kara, łaska, przebaczający i miłościwy (zazwyczaj) Bóg. Raczej można by było myśleć, że ludzie wychowani w takiej kulturze nie powinni odczuwać lęku. A jednak jest inaczej. Myślę, że ten lęk, że z każdym oddechem jesteśmy bliżej naszego końca nie jest związany z brakiem rytuałów, ale z takim wycięciem śmierci z życia społecznego i domowego. Kiedyś była to sprawa publiczna. Jednak śmierć została zawłaszczona przez medykalizację – szpitale oraz branżę farmaceutyczną – ostatniego etapu życia. Również w momencie, w którym my zaczęliśmy się atomizować (rodziny 2+2, 2+1) zamiast nadal tworzyć małe wspólnoty (nie tylko wielopokoleniowe rodziny, ale też wspólnota sąsiedzka) to zniknęły te rytuały, gdy trumny były wystawiane w domu, gdy chodziło się odwiedzać umierających.

Myślę więc, że my musimy mówić o kulturze a nie o religii. Wydaję mi się, że problem nie leży w braku rytuałów, bo one jakieś są – nie wiem, na ile są one jednak wystarczające dla katolików. Patrząc na moich przyjaciół, którzy zdecydowali się na pogrzeby katolickie swoich rodziców stwierdzam, że one są zbyt płytkie, niewystarczające.

Myślę, że wyrządzamy sobie dużą krzywdę, gdy udajemy, że tej śmierci nie ma.

My żyjemy w kulturze produktywności i efektywności – wszystko, co to zakłóca, jest złe. Coraz częstsze staje się teraz obwieszczanie np. „Mam COVID, ale wszystko jest OK, mogę dalej pracować”. Gorączka? Katar? Ból gardła? To mnie nie przeraża. Ale jednak to jest choroba. Jednak nie, my musimy być produktywni. Dla mnie chory jest system oparty na ciągłej gotowości do bycia na zawołanie.

Żałoba jako proces

Żałoba jest bardzo złożonym procesem fizjologicznym. Coś się dzieje z naszym ciałem i umysłem. Podobno naszej podświadomości zajmuje około 40 dni, żeby zrozumieć, że coś się naprawdę stało. W amerykańskim systemie diagnostycznym, kiedyś (upraszczając) żałoba trwająca dłużej niż 2 tygodnie można już zacząć leczyć farmakologicznie, ponieważ jest patologiczna. A każda żałoba jest inna. Nie da się przewidzieć jak ona będzie wyglądać. Nie ma jednego wzorca przechodzenia przez żałobę.

Seneca

To learn how to die is to unlearn how to be a slave.

Jak powstały warsztaty umierania?

Ja w nich wzięłam udział w Japonii, ale pomysł na warsztaty powstał w amerykańskich hospicjach. Zapraszano na nich wolontariuszy, aby łatwiej mogli zrozumieć, w jakie stany emocjonalne przechodzą ich podopieczni – ludzie, którzy umierają. Mnich japońskich usłyszał o nich od pielęgniarki, która zaczęła je prowadzić w japońskich hospicjach. Trochę je zmienił. A później ja, pracując nad książką, dowiedziałam się o nich.

Jaki cel mają warsztaty umierania?

To nie jest tylko myślenie o śmierci, to „dalej” zawsze automatycznie następuje. Kiedy myślisz o śmierci to zdajesz sobie sprawę ze skończoności, z wartości czasu, który masz. Moim zdaniem to jest bardzo uwalniające. Zdajesz sobie sprawę, że różne rzeczy, którymi się zajmujesz, tak naprawdę nie mają sensu – czy chcesz np. rozpamiętywać nieprzyjemne wydarzenia, czy wolisz budować coś, co daje ci poczucie, że twój czas mija w wartościowy sposób? Warsztaty umierania mają taki aspekt – popatrzysz na to, co dla ciebie ważne. W trakcie warsztatów symulujemy utratę czegoś ważnego. Pozwala to wejść w bardzo głębokie emocje, doświadczenie. Często proszę uczestników by wzięli ze sobą chusteczki na te warsztaty. Nie raz osoby, które biorą w nich udział mówią, że pierwszy raz tak płakali. Natomiast to co z tą wiedzą, zyskaną podczas warsztatów, się zrobi to jest sprawa indywidualna.

Jak wyglądają warsztaty?

Dostaje się informacje, co dla nas jest naprawdę ważne. To my decydujemy w ich trakcie, co utracimy. Poza warsztatami na żywo dla osób, które wolą spotkania twarzą w twarz prowadzę również wersje online – lubię je bardzo, bo są inkluzyjne. Mogą w nich wziąć udział osoby, które nie mogłyby dojechać do Warszawy. Dają też dużo poczucia bezpieczeństwa. Każda osoba odbywa je we własnym domu. Trzeba znaleźć wygodne miejsce, w którym nikt im nie będzie przeszkadzał. Pozwalają na dużą intymność, bo można wyłączyć kamerę i dźwięk. Można zdecydować, czy chcę się ktoś podzielić tym z grupą.

Historia odchodzenia

Ja jestem przewodniczką takich warsztatów. Na początku zastanawiamy się, co jest dla nas ważne. A później wszyscy zamykają oczy i słuchają historii choroby, którą czytam – sama ją wymyśliłam, korzystając z doświadczeń z Japonii, zaadaptowałam to na naszą rzeczywistość w Polsce, ale ona też ciągle ewoluuje. Słuchanie tej historii powolnego, a później coraz szybszego odchodzenia i żegnania się z życiem jest centrum warsztatów. Robi się to z zamkniętymi oczami. Raz na jakiś czas pozbywamy się tych rzeczy zapisanych na kartkach swojego życia. Później się umiera.

W trakcie podaje różne sposoby na radzenie sobie zbyt przytłaczającymi emocjami. Całość jednak pomyślana jest tak, żeby doprowadzić do takiego momentu, w którym pojawia się… wdzięczność. To jest fantastyczne uczucie – wyjść z takich warsztatów z wdzięcznością za to co się ma, za swoje życie.

Później jeszcze rozmawiamy – dzielimy się swoimi spostrzeżeniami i przemyśleniami. Nie każdy chcę brać w tym udział. Można posłuchać, można wyjść na spacer.

Właściwie tyle.

Ustalenie, co jest ważne

Nim przeczytałem Twoją książkę robiłem sobie ćwiczenia stoickie o negatywnej wizualizacji typu: kładę wieczorem dzieci spać, a rano już ich nie obudzę, stracę wszystkie pieniądze lub wzrok. Efekt takiego ćwiczenia to właśnie wdzięczność za to co się ma. Jak jednak opowiadałem moim znajomym o tych warsztatach to zauważyłem jeden efekt, którego się nie spodziewałem. W Twojej książce pojawia się 20 kartoników, na których należy wypisać ważne rzeczy z różnych kategorii. Moi znajomi zaczęli mówić, że oni nie wiedzą, co to miałby by być za rzeczy, czy mają ich aż tyle. Mało osób myśli w ogóle, co jest istotne dla nich w życiu. Ten próg wejścia na warsztaty to w ogóle zauważenie, co jest ważne.

Wszystko co się dzieje na tych warsztatach jest informacją – kogo chcę wpisać, kogo uważam za ważnego w swoim życiu? Dla niektórych jest tych kartoników za mało, dla innych za dużo, dla innych w sam raz. Ale sam fakt, że wahasz się czy kogoś wpisać na ten kartonik daje do myślenia.

Kiedy zaczyna się myśleć o śmierci?

Na warsztaty przychodzą ludzie z różnych grup wiekowych – dziewiętnastolatki, dwudziestoparolatki, siedemdziesięciolatkowie. W moim życiu śmierć była też obecna wcześniej. Żałoba u mnie była głównie obecna od wczesnego dzieciństwa. Widzę, że ta książka była też moim sposobem na zobaczenia tego, jak mówię o żałobie, o stracie. Jakie ja jej daję znaczenie w życiu człowieka.

Jak rozmawiać z dziećmi o śmierci

Czy jest coś, co według Ciebie, warto robić z dziećmi? Jak z nimi rozmawiać?

Ja nie wiem, bo nie pracuję z dziećmi i sama ich nie mam. Należę jednak do Kolektywu Instytutu Dobrej Śmierci założonego przez Anję Franczak. Instytut próbuje stworzyć w przestrzeni publicznej możliwość rozmowy o śmierci bez tabu, tak by wybrzmiały nasze różne niepokoje. Kolektyw zrzesza bardzo różne osoby – lekarzy, wolontariuszy, artystów, pisarzy, naukowców zajmujących się tematem żałoby i śmierci, są w nim ludzie, którzy chcą prowadzić humanistyczne ceremonie pogrzebowe, psychologowie itd. Instytut prowadzi warsztaty, jak rozmawiać z dziećmi o śmierci. Poleca też książki. Myślę, że jeśli zada tam się takie pytanie, to na pewno ktoś wskażę drogę.

Jak odchodzenie od wiary wpływa na żałobe?

W Japonii jest wiele rytuałów, które pozwalają wejść w przeżywanie odejścia kogoś bliskiego. Myślę, że to też kwestia tej konkretnej religijności, która jest bardzo osadzona w ulotności. Buddyści zdają sobie sprawę, jak krótkie jest nasze życie. Gdzieś jednym z filarów buddyzmu jest pamiętanie o tym, że nas szybko nie będzie. Natomiast faktycznie, brak rytuałów, może zwiększyć nasze poczucie zagubienia w żałobie. Jeszcze niedawno przez rok chodziło się ubranym na czarno albo chociaż miało się czarną opaskę. Myślę, że teraz, przez odchodzenie od religii, jesteśmy zagubieni nie mając form, by wyrażać swoją żałobę. Pandemia spowodowała, że temat wraca. W jej trakcie nie można było być ze sobą na pogrzebie, więc ludzie zaczęli szukać, w jaki sposób być razem w tym przeżywaniu. W niektórych miejscach doświadczenie żałoby było takie duże, że zaczęto szukać pomocy specjalistów.

Świadomość śmierci a relacje

Chciałem się podzielić też swoim doświadczaniem. Ja zacząłem przez ostatnie lata bardziej cenić swoje relacje – przyjacielskie, bliższe i dalsze. Efektem jest to, że staram się coraz częściej być z tymi osobami w kontakcie. Rozmawiamy też o rzeczach, o których wcześniej nie rozmawialiśmy. Mam też znajomych, którzy są starsi i rozmawiamy o tym, jak się czują z tym, że ich rodzice umierają.

Dla mnie to na pewno jest związane z wiekiem, z doświadczeniem, które przychodzi. Każdy wiek ma też swoje przywileje, młodzi mogą myśleć, że są nieśmiertelni. Co też nie znaczy, że nie mogą rozumieć, że np. zwierzęta domowe umierają i to jest normalne. Tak samo jak odchodzenie ludzi.

Telefon na Wietrze

Chciałam wspomnieć jeszcze o jednej rzeczy. Jako jedną z form bycia w żałobie z Instytutem Dobrej Śmierci i Otwartym Jazdowem w Warszawie stworzyliśmy taką budkę telefoniczną, którą ja przeniosłam praktycznie jeden do jednego z Japonii. To się nazywa „Telefon na Wietrze”. Pewien pan z Japonii postawił w swoim ogrodzie telefon, który nie był do niczego podłączony. Wykorzystywał go do rozmawiania ze swoim kuzynem, który zmarł na raka bodajże w 2010 roku. Dzięki temu miał takie poczucie, że utrzymuje z nim kontakt. Natomiast w 2011 roku w Japonii zginęło 18 tysięcy osób w  wyniku tsunami. Ich rodziny nie zdążyły się z nimi pożegnać, nie mogli wypowiedzieć tego, co chcieli. Zaczęli korzystać z tego telefonu. Kilkadziesiąt tysięcy osób przyszło z niego korzystać. Ja to opisałam i zapomniał o tym, a potem w pandemii (to nie jest tsunami i tak gwałtowna śmierć) bardzo dużo osób zostało bez możliwości pożegnania się z bliskimi i przypomniałam sobie o tym telefonie. To miejsce powstało dla wszystkich, którzy stracili kogoś nagle albo po prostu chcieli by coś jeszcze powiedzieć tej osobie. Mówię o tym, bo może ktoś chciałby z tego skorzystać. Choć każda inna forma jest też dobra.

Znam osoby, które piszą listy.

Wdzięczność

Dla mnie takie historie straty, gdzie nie było okazji się pożegnać przypominają historię, którą usłyszałem od Sama Harrisa. On mówi, że bardzo rzadko wiemy, kiedy robimy coś po raz ostatni – prosty przykład: idziemy z dzieckiem za rękę i w którymś momencie ono mówi, że już nie chcę. Warto być na to uważnym nim to się straci.

Zdecydowanie i ta wdzięczność, która się dzięki temu pojawia to jest bardzo niezwykłe uczucie.


Poznaj również

Społeczność ludzi, którzy chcą żyć w zgodzie ze sobą. Skorzystaj ze wsparcia w świadomym, mądrym i produktywnym działaniu. Bierz udział w wyzwaniach, live’ach i minikursach. Dziel się swoimi przemyśleniami i inspiruj innymi osobami.

0 0 votes
Article Rating

O autorze

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Recent Posts

Categories

INTENCJONALNY NEWSLETTER
Co tydzień wysyłam list, w którym zapraszam do rozmowy i zadania sobie ważnych pytań.
Administratorem danych zawartych w korespondencji e-mail jest Dominik Juszczyk prowadzący działalność gospodarczą pod nazwą Dominik Juszczyk Near-Perfect Performance. Wysyłając wiadomość, przekazujesz mi adres e-mail. Szczegóły dotyczące przetwarzania danych są dostępne w polityce prywatności osadzonej na tej stronie internetowej.
INTENCJONALNY NEWSLETTER
Co tydzień wysyłam list, w którym zapraszam do rozmowy i zadania sobie ważnych pytań.
Administratorem danych zawartych w korespondencji e-mail jest Dominik Juszczyk prowadzący działalność gospodarczą pod nazwą Dominik Juszczyk Near-Perfect Performance. Wysyłając wiadomość, przekazujesz mi adres e-mail. Szczegóły dotyczące przetwarzania danych są dostępne w polityce prywatności osadzonej na tej stronie internetowej.
Jeszcze jeden krok – potwierdź zapis!
Bardzo się cieszę, że będę mógł się z Tobą dzielić przemyśleniami. Koniecznie kliknij potwierdzenie zapisu, które znajdziesz w swojej skrzynce mailowej (sprawdź też folder spam). Zaraz po tym przekieruję Cię na stronę z prezentami – „Twoje pierwsze kroki po poznaniu talentów" oraz kartami talentowymi.
Jeszcze jeden krok – potwierdź zapis!
Dziękuję!