Blog

#286 Odwaga bycia tym, kim naprawdę jesteś, jest najwspanialszym rodzajem wolności. Rozmowa z Ewą Danelą Burdon

#286 Odwaga bycia tym, kim naprawdę jesteś, jest najwspanialszym rodzajem wolności. Rozmowa z Ewą Danelą Burdon

Rok 1986. Dwudziestoparoletnia dziennikarka radiowa z Elbląga dostaje od systemu paszport – prowokację, na którą nikt nie spodziewał się, że odpowie. Wsiada na prom do Finlandii. Bilet w jedną stronę. Zostawia za sobą mamę, brata, chłopaka, przyjaciół, język, zawód – wszystko, co znane.

Kiedy Ewa Danela Burdon opowiedziała mi tę historię rok temu w Oslo, wiedziałem, że muszę ją zaprosić do podcastu. Potem przeczytałem jej książkę Stąd i stamtąd i dostałem coś innego, niż się spodziewałem. Spodziewałem się opowieści historyczno-społecznej. Dostałem opowieść o człowieku. O tym, jak się buduje siebie od nowa, kiedy wszystko, co cię definiowało, zostaje po drugiej stronie granicy. O drodze od bohatera do zera – i z powrotem.

Ta rozmowa jest o odwadze, która bywa samotna. O tacie-robotniku, który nocami słuchał Radia Wolna Europa i nauczył córkę, że bycie sobą to najwspanialszy rodzaj wolności. O przebaczaniu, które albo jest, albo go nie ma. I o tym, że nie warto zarzucać tamtej wersji siebie czegokolwiek – bo byliśmy takimi, jakimi mogliśmy być.

Posłuchajcie. Ta historia zostaje w głowie.

Gościni

Ewa Danela Burdon – pisarka, prezeska Norwesko-Polskiej Izby Handlowej (NPCC), executive coach. Od 40 lat mieszka w Norwegii. Autorka książki Stąd i stamtąd – osobistego zapisu ucieczki z PRL-u i budowania życia od nowa nad fiordami. Specjalistka komunikacji międzykulturowej, akredytowana wykładowczyni Hofstede Center w Helsinkach.

LinkedIn Ewy


Intencjonalny newsletter Co tydzień wysyłam list, w którym zapraszam do rozmowy i zadania sobie ważnych pytań.


Linki


Streszczenie

Turkusowy zeszycik z 1986 roku

Dominik: Kim jesteś i skąd wzięła się ta książka?

Ewa: Nazywam się Ewa Danela Burdon. Z dumą wymawiam to nazwisko – to spadek po rodzinie, w której była i niemiecka, i francuska, i polska krew. Dla żartu mówię, że przeze mnie przemawia polska anarchia, francuska arogancja i niemiecka dyscyplina. Od 40 lat mieszkam w Norwegii. Jestem prezeską Norwesko-Polskiej Izby Handlowej, ale nie w tym kontekście tu występuję. Przede wszystkim jestem nowonarodzoną pisarką – i wciąż nie wiem, czy mogę już tego słowa używać.

Jestem ogromną kolekcjonerką wszelkich pamiątek. Podczas wiosennych porządków, sześć czy siedem lat temu, znalazłam turkusowy zeszycik. Otworzyłam go i uświadomiłam sobie, że to mój pamiętnik z 1986 roku – jedyny przyjaciel, który mi towarzyszył każdego dnia od momentu ucieczki z ojczyzny. Zaczęłam to czytać i byłam jednocześnie zawstydzona, rozbawiona i wzruszona.

W pewnym momencie mój syn, który miał tyle lat, ile ja, kiedy uciekałam z Polski, zapytał, co to jest. Zaczął wertować i powiedział: „Mamo, opublikuj to.” Ja na to: „Po co?” A on: „Teraz z Polski też ludzie uciekają. Z różnych domów na świecie ludzie uciekają – inaczej, ale są zmuszani opuszczać gniazdo.” Tak to się zaczęło.

Sam proces przepisywania pamiętnika to była magia z przerażeniem. Uświadomiłam sobie, że wielu osób, o których pisałam, po prostu już nie ma. Dokonałam rozrachunku z własnymi emocjami, z których – jak sądziłam – dawno się wyleczyłam. Mocne poczucie winy wobec mamy, że ją zdradziłam bardziej niż ojczyznę. Potem weszłam w fazę czytania listów od przyjaciół i nagle spojrzałam na nasze przyjaźnie z perspektywy – nie jako tamta młoda Ewa, ale jako dorosła kobieta. Zaczęłam rozumieć rzeczy, których wtedy nie pojmowałam.

Odwaga bycia sobą

Dominik: Wysłałem żonie fragment twojej książki, gdzie piszesz, że tata ci przekazywał: odwaga bycia tym, kim naprawdę jesteś, jest najwspanialszym rodzajem wolności. Zacznijmy od 1986 roku. Twoja książka zaczyna się na promie do Finlandii. Sam koncept, że uciekasz z kraju ze świadomością, że nie wrócisz – to jest coś, co dla kogoś, kto nie był w tamtym systemie, jest ciężkie do wyobrażenia. Skąd się wzięłaś na tym promie? Ile miałaś lat?

Ewa: Dwadzieścia kilka. Młoda dziewczyna. To nie było tak, że to był mój świadomy wybór. Włożono mi paszport do kraciastej spódnicy. Na tamte czasy to było niebywałe – paszporty leżały na komisariatach policji, trzeba było o nie aplikować. Sądzę, że to była prowokacja ze strony systemu. Dali mi psztyczka w nos, przekonani, że nie podołam wyjazdowi.

Ale ja po prostu nie byłam w stanie robić rzeczy, w które nie wierzę. Robić kłamliwych materiałów radiowych. To nie dlatego, że byłam wielkim opozycjonistą. To było po prostu wbrew mojemu byciu Ewą. Ktoś złośliwie powiedział, że miałam brak instynktu samozachowawczego. Jak jest wola, jest droga.

Zrozumiałam wtedy, że odwaga jest bardzo samotna. Bo bycie odważnym w głoszeniu tego, co myślisz i czujesz, może spotkać się z brakiem odzewu – inni będą się bali zareagować. Skazujesz się na pewną samotność. Ale z drugiej strony – byłoby kłamstwem powiedzieć, że nie było w tym szaleńczej ekscytacji. Bilet w jedną stronę, gigantyczne ryzyko.

Skąd bierze się taka odwaga?

Dominik: Co sprawiło, że w tak młodym wieku podjęłaś taką decyzję? Skąd w dwudziestoparolatce taka odwaga?

Ewa: Wysysasz to z mlekiem matki. Ja wysysałam to z tatą robotnikiem, który po kryjomu w nocy słuchał Radia Wolna Europa, zasłaniając szczelnie okna. Był naturalnie mądry. Gdyby urodził się w innych czasach… Jestem mu niezwykle wdzięczna za tę codzienną mądrość. On mi non stop mówił o integralności, uczciwości.

Pamiętam taką sytuację – pracowałam już w radiu, był 1 maja i trzeba było iść na pochód. To nie był wybór, to było obowiązkowe. Ja postanowiłam, że nie pójdę. Koleżanka dzwoniła do mojej mamy: „Pani Burdon, pani przekona Ewę, bo sobie spyka kłopotów!” A mama powiedziała: „Ja ufam swojej córce. Ona wie, co robi.”

Nie poszłam. Wróciłam do radia następnego dnia i nie było końca świata. Ludzie po cichutku dawali mi znak Wiktorii. Szacunek wśród starszych dziennikarzy. Świat toczył się dalej. To tylko pokazuje, że strach ma wielkie oczy. A ja najzwyklej w świecie nie lubię się bać.

Dominik: Ale to dużo łatwiej być odważnym, kiedy nie boisz się o konsekwencje dla bliskich. Ty miałaś mamę, siostrę, Przemka. Na ile to była decyzja analityczna, a na ile intuicyjna?

Ewa: Rozgryzłeś mnie. Żadnej analizy – intuicja. Idę za pokusą, za innym myśleniem. Ale masz rację – gdybym miała swoich synów, których mam teraz, decyzje byłyby inne. Miałam chłopaka, który mnie kochał, i głęboko wierzyłam, że ta miłość pokona wszystko. I tak się stało. To była wiara – pewien rodzaj dziecięcej wiary.

Bardzo rzadko w życiu analizowałam, że jeśli zrobię A, to wydarzy się B. Nie ma we mnie tego oportunizmu i spekulowania. Jedynym wyjątkiem jest praca dla klienta – wtedy włącza się analityczna Ewa. W moim życiu osobistym wchodzę w spontaniczność. Ale bycie spontanicznym nie oznacza bycia głupcem. Jest różnica między naiwnością a głupotą.

Tata, skrzydła i przekora

Ewa: Tata gdzieś mocno zakorzenił we mnie wiarę w siebie. Mówił mi ciągle, że mogę być tym, kim chcę. Pamiętam, jak zdawałam na dziennikarstwo – ponad 900 kandydatów na 70 miejsc. Tata był święcie przekonany, że się dostanę.

Byłam kujonem, myślałam, że będę miała pierwsze świadectwo. Ale dostałam drugie – pierwsze w ostatniej chwili dano komuś, kto był aktywny politycznie w Związku Młodzieży. Mogłam iść bez egzaminów na studia pedagogiczne. Odebrałam to jako policzek. I w sposób, jak widzę z perspektywy, dosyć arogancki – zrezygnowałam z tego dyplomu.

Tata mi mówił: „Ewcia, jak się czegoś boisz albo wiarę tracisz, zamknij oczy, wyobraź sobie kogoś, kto w ciebie nigdy nie wierzył. A skrzydła wyrosną ci same.” Myślę, że wtedy po raz pierwszy to zastosowałam. Chciałam udowodnić dyrekcji szkoły, że i tak zrobię po swojemu. Z ucieczką z kraju było podobnie – komuniści sprowokowali mnie paszportem, sądząc, że nie podejmę odważnej decyzji. Jest we mnie rodzaj przekory.

Wybaczanie – albo jest, albo go nie ma

Dominik: Zostawiłaś za sobą też osoby, które – jak się okazało – na ciebie donosiły. Jak można sobie z tym poradzić?

Ewa: Jestem prostej konstrukcji. Albo wybaczasz, albo nie. O dwóch, trzech osobach dowiedziałam się – nie ja sprawdzałam, bo mnie to nie interesowało. Znajomi powiedzieli. Studiując pamiętnik i czytając listy z perspektywy trzech dekad, zrozumiałam pewne rzeczy.

Jest taka religia Hunów: nigdy nie oceniaj, zawsze pomagaj. Dwie zasady niezwykle trudne do praktykowania. Wyobraź sobie, że mija ci jeden dzień i nikogo nie oceniłeś – to jest bardzo trudne.

Nie poświęcałam temu wiele myślenia. Rozumiałam, że może ktoś był pod presją, ktoś był wychowywany samotnie przez matkę i nie miał wyjścia. Co on mógł o mnie donieść? To dla mnie nie był dylemat.

Spotkałam po latach kogoś, kto bardzo namawiał mnie do zapisania się do partii. Przypadkiem spotkaliśmy się na kolacji u znajomych w latach 90. Ta osoba, zobaczywszy mnie, schyliła się i szepnęła do ucha: „Ewo, czy mogę cię poprosić o wybaczenie?” Zamknięty temat. Uważam, że powinniśmy sobie dużo więcej wybaczać jako ludzie. Większy mam problem z wybaczeniem samej sobie niż z wybaczeniem innym.

Paszport nansenowski – bezpaństwowiec

Dominik: Wyjechałaś – najpierw Finlandia, potem Oslo. Opisujesz w książce paszport nansenowski. Co to jest?

Ewa: Kiedy prosisz o azyl polityczny, zabierają ci paszport polski. To był najbardziej bolesny moment w moim życiu. Uświadomiłam sobie, jak mocno kochałam ojczyznę – bardziej niż w mojej głowie on sobie nawet na to zasługiwał. Karałam się konceptem zdrady, czułam się niekczemnikiem.

Na policji dostajesz papierek potwierdzający, że oddychasz i mieszkasz pod określonym adresem. Z czasem dostajesz paszport nansenowski – od nazwiska Nansena, który przewodniczył komitetowi do spraw uchodźców. Ten paszport oznaczał, że nie jesteś obywatelem żadnego kraju. Bezpaństwowiec. Ale dawał wolność poruszania się po całej Europie – oprócz własnego kraju.

Pamiętam, jak pierwszy raz z niego korzystałam. Na lotnisku były kolejki: Europa, świat i „others”. Jako jedyna stałam w tym „others”. Biała dziewczyna w kolorowym kapelusiku, a wszyscy się zastanawiali – kim ona może być? Ten paszport wzbudzał duże emocje na granicach, ale dawał wolność.

Od bohatera do zera

Dominik: Byłaś kimś, miałaś tożsamość, miałaś zawód. I nagle jesteś w nowym miejscu, nie znając języka. Nie mogłaś być radiowcem. Czy to było odkrywanie siebie czy walczenie o siebie?

Ewa: Jedno i drugie. Wprost nazywam to moją drogą od bohatera do zera. Absolutny upadek – do socjalu, do stania po wypłatę co miesiąc razem z narkomanami. Niżej się nie da.

Ale to coś z tobą robi. Nie bierzesz żadnego dnia za pewnik. Każdy dzień przynosi odkrywanie siebie w kompletnie nowym kontekście. Czułam się jak pająk, który na nowo tka pajęczynę z ludzi i sytuacji. Poznanie każdego nowego człowieka wyciągało mnie z samotności.

Nie mogłam władać swoim językiem. Norwegia nie była wtedy taka jak obecnie – na każdym rogu Polak. Polska to była pustynia. Szansa mówienia po polsku bliska zeru. Kiedyś mama powiedziała mi przez telefon: „Córuś, ty wciąż tak ładnie mówisz po polsku.” A ja na to: „Mamo, wszak jestem Polką.” Taki był poziom mojej tęsknoty za językiem.

Dominik: Odarcie ze sprawczości.

Ewa: Bardzo ładnie to nazwałeś. Pozbawienie człowieka pracy to jedna z największych kar. To rodzaj tortury. Z jednej strony uciekłam od systemu, z drugiej wylądowałam w miejscu, gdzie inny system mnie kontrolował. Bo od tego zasiłku też byłam uzależniona – tyle że ten system był bardziej dobroduszny. Ale efekt ten sam. Były momenty, kiedy zaczynałam tracić nadzieję, że uda się stanąć na nogi.

Co tamta Ewa dała tej Ewie?

Dominik: Jak tamten czas wpływa na to, jaką jesteś teraz?

Ewa: Bez tamtej Ewy nie byłoby tej. Pewnie byłabym inną Ewą, gdybym została w Polsce. Chciałabym jak Edith Piaf powiedzieć, że niczego mi nie żal. Oczywiście żal mi przegapionych lat bez mamy, bez brata, bez radia. Ale życie nigdy nie wymusiłoby we mnie takiej dynamiki, otwartości, kreatywności.

Spróbowałam w życiu tyle rzeczy, których nigdy bym nie spróbowała – nigdy nie wylądowałabym w Chile podczas wyborów, nie zostałabym rotarianką, nie poznałabym Karen, nie rozumiałabym różnych kultur. Założyłam własną firmę, zrobiłam dodatkowe studia. Jak urodziłam syna, bardzo mi zależało, żeby był ze mnie dumny – tak jak kiedyś zależało mi na tym, żeby tata był dumny.

Zrozumiałam przez ten wyjazd koncept przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. W tym hotelu, gdzie mieszkałam z afrykańskimi rodzinami, uświadomiłam sobie, że przeszłość mnie karze wspomnieniami – a wspomnienia są zawsze bez wad. Teraźniejszości nie rozumiałam, czułam się zagubiona. A przyszłości się bałam. Taki trójkąt bermudzki. Ale on zrobił ze mnie dobry towar. Wykrzywiony być może, ale dobry.

Relacje, które budują

Dominik: Mam wrażenie, że masz jakąś łatwość otaczania się ludźmi, którzy uzupełniają, wspólnie budują. Jak ten czas cię tego nauczył?

Ewa: Trzeba parę klapsów dostać. Kieruję się sercem w relacjach, emocją. Ale nauczyłam się, że twierdzenie, iż tylko raz robi się pierwsze wrażenie, jest mocno przereklamowane. Różni ludzie przy pierwszym spotkaniu mogą być zamknięci jak pączki i trzeba im dać drugą, trzecią szansę. Tego się nauczyłam – nie lecieć za blichterem.

Ale nauczyłam się też, że życie jest za krótkie, by tracić je na nic nieznaczące kontakty z ludźmi, którzy nic nie wnoszą. I nie mam na myśli materialnych rzeczy. Mam na myśli czas, który nam ofiarowują. Że możemy pobeczeć na ich ramieniu, ale i oni mogą przy nas pokazać swoje smutne strony. Że mają komfort bycia sobą. Jeśli Ewa czuła, że musi grać, przybierać pozy – ta znajomość nie powinna przerodzić się w przyjaźń.

Dominik: Spotkałem ostatnio koncept proszenia o pomoc jako formy budowania zaufania. Relacja jest dobra, kiedy nie boję się poprosić o pomoc – nie boję się oceny, odrzucenia. Taki papierek lakmusowy.

Ewa: Bardzo trafna definicja. Choć nie należy przereklamowywać tego, że przyjaciół poznaje się w potrzebie – bo nie po to masz przyjaciół, żeby mieć ciągle potrzeby. Przyjaciel to człowiek, który wie o tobie wszystko, a mimo to cię lubi.

Jak patrzysz na tamtą Ewę?

Dominik: Czy 25-letnia Ewa posłuchałaby Ewy dzisiejszej?

Ewa: To magiczne pytanie. Nam, ludziom, tylko się wydaje, że pamiętamy, jacy byliśmy. Zrozumiałam to, studiując pamiętnik. Odkrywamy w przeszłości piękne cechy, o których zapomnieliśmy – tę naiwność, niewinność. Ale też brawurę.

Strasznie mnie rozbawiały pewne komentarze tamtej Ewy. Takie patetyczne mi się wydawały. Ale stwierdziłam jedno – naprawdę fajna byłam jako młoda dziewczyna. Podobała mi się tamta Ewa. Nie chcę nic jej zarzucać. Nie chcę mówić: „Ewa, czemu do Francji nie pojechałaś?”

I to jest moja sugestia do ludzi – nie zarzucajcie sobie tego, kim byliście. Byliście takimi, jakimi mogliście w danym momencie być. Istotne jest, jacy jesteśmy w stanie być dzisiaj i jacy będziemy jutro. A ja strasznie pokochałam tę Ewkę z dawnych czasów. Ona mi pomogła bardziej polubić siebie jako dorosłą kobietę. Jesteśmy sklejone, nierozłączne.

Audiobook i co dalej

Dominik: Piszesz jeszcze pamiętnik?

Ewa: Pamiętnika nie, ale robię notatki o Norwegii. Planuję książkę pod tytułem Moja teściowa Norwegia – o tym kraju od innej strony, nie od fiordów i łososia, ale od strony życia tutaj.

Na razie żyję książką Stąd i stamtąd. Powstał audiobook – to była moja szansa powrotu do radia po 40 latach. Zadzwoniłam do Tadeusza Sznuka i zapytałam: „Jaka jest szansa na jeden z dziesięciu, żebyś zapowiedział książkę?” A on powiedział: „Dziesięć.” Potem Krystyna Czubówna do czytania listów – i to się stała magia. Dzięki mnie pewne osoby z radia spotkały się po raz pierwszy po latach. Niektóre osoby czytają w audiobooku własne listy po 30 latach. To mocna historia.

Dominik: Spodziewałem się opowieści historyczno-społecznej, a dostałem opowieść o człowieku. O emocjach, o tym, jak się odnajdujesz, co sprawia, że idziesz dalej. To nie jest historia o komunizmie – to jest opowieść o ludzkiej naturze.

Ewa: Jak pięknie to nazwałeś! Właśnie na tym mi zależało – żeby Ewa opowiedziała historię o ludzkiej naturze.


Poznaj również

Intencjonalnie.pl

Poznaj społeczność ludzi, którzy chcą żyć w zgodzie ze sobą. Skorzystaj ze wsparcia w świadomym, mądrym i produktywnym działaniu. Bierz udział w wyzwaniach, live’ach i minikursach. Dziel się swoimi przemyśleniami i inspiruj innymi osobami.

You might be interested in …

Subskrybuj
Powiadom o
guest

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 Komentarze
Najnowsze
Najstarsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze