fbpx

Maksymalnie jeden dzień przerwy

M

Ciężko mi zliczyć techniki produktywności, o których czytałem i które testowałem. Jedne działały lepiej, inne gorzej. Niektóre się uzupełniały, a inne wręcz były sprzeczne. Ponieważ jesteśmy różni – każda osoba ma swoje potrzeby, wartości, misję, talenty – to nic dziwnego, że to, co działa dla jednej osoby, nie będzie działać dla innych. A w niektórych przypadkach będzie działać w jednym obszarze, a w innym nie. Tak też jest z metodą, którą dzisiaj chcę opisać. Znam ją od jednego z moich ulubionych twórców internetowych, Matta D’Avella. Nazwałem ją więc metodą D’Avelli.

Metoda D’Avelli w praktyce

Matt pokazuje w filmach na YouTubie swoje podejście do życia. Jest twórcą, minimalistą, osobą, która testuje różne podejścia, aby znaleźć takie, które mu służą. Jedną z istotnych dla niego rzeczy jest regularne ćwiczenie. W jego społeczności temat jego bicepsa jest powodem wielu żartów. Matt, chcąc regularnie ćwiczyć, zauważył, że jeżeli nie pójdzie na siłownię przez więcej niż dwa dni z rzędu, to przerwa między ćwiczeniami się zwiększa. Na tej podstawie zbudował prostą zasadę. Brzmi ona:

Nigdy nie rób przerwy dłuższej niż jeden dzień.

Brzmi banalnie. Zgadzam się. Ale jest też bardzo prosta. Jeżeli wczoraj nie byłem na siłowni, to dzisiaj moim jedynym celem jest na nią pójść. Choćby nie wiem co. Nie chcę robić przerwy dłuższej niż jeden dzień! 

Jeżeli moim celem jest codzienne zapisywanie kalorii, to maksymalnie jeden dzień pozwalam sobie na niezapisywanie tego, co jem. Jeśli wczoraj nie zapisywałem, to dzisiaj moim jedynym celem jest monitorować jedzenie.

Chcąc codziennie uczyć się słówek z obcego języka, pozwalam sobie maksymalnie na jeden dzień przerwy. Jeżeli wczoraj nie uczyłem się słówek, to dzisiaj moim jedynym celem jest zrobić lekcję w Duolingo (korzystam z tej aplikacji do nauki).

Metoda D’Avelli vs łańcuch Seinfielda

Amerykański komik Seinfield, który jest znany z tego, że w powtarzalny sposób pisze dowcipy i scenariusze, zapytany, jak to robi, opowiedział o swojej metodzie. Od tego czasu jest ona nazywana metodą Seinfielda lub łańcuchem Seinfielda. Więcej o tym pisałem tutaj. Na czym w skrócie polega ta metoda? 

Wybieramy sobie czynność, którą chcemy powtarzać codziennie, np. ćwiczyć przez 15 minut. Drukujemy kalendarz. Robimy nasze ćwiczenia przez 15 minut. Zaznaczamy w kalendarzu. Powtarzamy kolejnego dnia. Po kilku dniach w kalendarzu mamy nieprzerwany ciąg zaznaczonych dni, w które ćwiczyliśmy. Im dłuższy jest ten ciąg, tym większa motywacja, aby go nie zerwać. Naszym jedynym zadaniem jest dodać kolejny element tego łańcucha.

Jaki jest problem z tym podejściem? Działa motywująco, dopóki dodajemy kolejne elementy – sprawdziłem na sobie. Niestety czasami zdarza się, że nie dodamy kolejnego dnia z wykonaną czynnością, i wtedy działa to bardzo demotywująco. Myślę sobie wtedy: miałem już taki długi łańcuch, przerwałem go, muszę zaczynać od nowa – i często tego nie robię, bo jest to przytłaczające. Tak miałem np. z Duolingo. Miałem już łańcuch 167 dni. Przerwałem przez chorobę. Jak miałem zaczynać od jednego dnia, to mi się odechciało.

Metoda Matta działa trochę inaczej. Przede wszystkim zmniejsza ryzyko, że kiedy z jakiegoś powodu nie przedłużymy naszego „łańcucha”, to zrezygnujemy z danej czynności. Nadal zapewnia regularność, ale zmniejsza presję.

Dla osób, które myślą zero-jedynkowo (tak jak ja), takie podejście jest bardzo zdrowe i bardziej dostępne. 

Do czego ja stosuję tę metodę?

Zmienia się to oczywiście w czasie, bo zmieniam to, co robię. Jest jednak kilka przykładów, kiedy ta metoda mi pomagała.

Bieganie

Teraz leczę kolano, ale kiedy biegałem, to właśnie bieganie co drugi dzień najlepiej mi się sprawdzało. Nie biegałem wczoraj? Dzisiaj biegam – proste. Dotyczyło to biegania rekreacyjnego. Ta metoda nie sprawdzi się, kiedy realizujecie konkretny plan biegowy, przygotowując się do wyścigu, ale przy bieganiu rekreacyjnym – jak najbardziej.

Rysowanie

Uczę się rysować. Proste rzeczy, tak abym mógł w czasie warsztatów zilustrować jakiś koncept. Zauważyłem, że najbardziej w moim przypadku sprawdza się stawianie sobie co drugi dzień zadania „Zrób jedno ćwiczenie z rysowania”. Nie wytwarzam na sobie tak dużej presji, żeby rysować codziennie – co drugi dzień jest to nawet przyjemne.

Uczenie się z kursu online

Kiedy robię kurs online, to mogę sam wybrać tempo, w jakim pracuję. Idealne jest dla mnie takie rozwiązanie, kiedy przerabiam lekcje co drugi dzień. Mam czas, żeby przerobić materiał i poukładać go sobie w głowie. Jednocześnie wiem, że jak zrobię sobie przerwę dłuższą niż jeden dzień, to trudno mi będzie zabrać się za kurs ponownie.

Podsumowanie

Warto dobierać metodę działania do siebie i obszaru, w którym chcemy ją zastosować. Są obszary, w których najlepiej działa na mnie budowanie łańcucha z kolejnych dni, kiedy daną rzecz robiłem. Przykładem tego działania jest medytacja. Ale są też takie aktywności jak wspomniane powyżej bieganie czy ćwiczenia, gdzie zasada „najwyżej jeden dzień przerwy” sprawdza się dużo lepiej. Wybór zależy od Was. Warto trochę poeksperymentować z tymi metodami i wybrać tę, która najbardziej Wam pasuje.

O autorze

2
Dodaj komentarz

avatar
2000
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
dominikArtur Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Artur
Gość
Artur

Kurczę ani jedna ani druga metoda do mnie nie przemawia. Sam zauważyłem, że kiedy robiłem dłuższą przerwę – w spisywaniu wydatków, bieganiu czy monitorowaniu kalorii działało to na mnie bardzo demotywująco. Cały czas uczę się, by nie było to powodem do zmartwień. Zaczynanie od nowa jest chyba moją drugą naturą ;-)

autor: dominik

Ostatnie wpisy

Newsletter

Patronite

Kategorie