Często słyszę ostatnio, że w dobie AI, kiedy możemy tworzyć praktycznie bez ograniczeń nowe rozwiązania i jedynie wyobraźnia, czas oraz dostępność tokenów nas ograniczają, mniej ważne staje się planowanie, co zrobić (bo można zrobić wszystko), a ważniejsze staje się ustawianie priorytetów. To od nich zależy, na co przeznaczymy naszą energię, czas oraz dostępne tokeny. Przyznaję, że nie rozumiem tego rozróżnienia.
Pracuję średnio 38 godzin tygodniowo. Wiem to, bo mierzę. I pamiętam czas, kiedy marzyłem o czterogodzinnym tygodniu pracy – zachłyśnięty książką Tima Ferrissa, wyobrażałem sobie, że mniej pracy to lepsze życie. Nie doszedłem do tych czterech godzin. I wcale tego nie żałuję. Bo w pewnym momencie zadałem sobie proste pytanie: gdybym wygrał 10 milionów złotych – co bym zmienił? I okazało się, że większość rzeczy, które robię, nadal chciałbym robić. Co oznacza, że problem nie leżał w ilości pracy, tylko w tym, jak o niej myślałem. I o tym jest ten odcinek – o zmianie opowieści, którą sobie snujemy na temat pracy. O różnicy między „muszę tam jechać” a „wybieram tam jechać”. O granicach między służącą zmianą perspektywy a racjonalizacją. I o tym, że sposób, w jaki o czymś myślimy, zmienia to, jak to przeżywamy – od biegania, przez warsztaty, po całe życie zawodowe. Zapraszam do słuchania.
Wysyłam znajomym, którzy nie pracują w korporacjach, zdjęcia. Pierwsze zdjęcie: pokój-siłownia – równo poukładane hantle, maty, ławka do wyciskania, ciężary. Drugie zdjęcie: pokój-gier – PS5 i dwa kolorowe pady, ogromny telewizor, stół do piłkarzyków, maszyna do pinballa, darty na ścianie. Pięknie to wygląda na zdjęciach. Znajomi odsyłają wiadomości z komentarzami – trochę z zazdrością, trochę ze zdziwieniem tym, jak w różnych światach pracujemy. Dopytuję pracowników i pracowniczek – mówią, że nie widzieli w tych pokojach osób korzystających z tych udogodnień. Czasami ktoś zagra w piłkarzyki, ktoś rzuci rzutkami. Wydaje się, że te benefity ładnie wyglądają na stronie internetowej, ale nie działają w praktyce. Czy jest lepszy benefit?
Usłyszałem ostatnio takie sformułowanie: „spotkajmy się w definicjach”. Zatrzymało mnie. Bo bardzo często bywa tak, że rozmawiamy z kimś, używamy tego samego słowa, tej samej frazy – a pod spodem mamy dwa różne rozumienia. I dopiero kiedy się zatrzymamy i powiemy: „ej, ale ja przez to rozumiem to i to”, okazuje się, że dopiero teraz możemy rozmawiać o tym samym. Zauważyłem, że dokładnie tak bywa wokół talentów Gallupa i metodologii CliftonStrengths. Używamy tych samych terminów – talent, mocna strona, inwestycja, słabość, dojrzały, niedojrzały, balkon, piwnica – ale nie zawsze w tych samych znaczeniach. A część z nich pochodzi wprost z badań Gallupa, część zaś to koncepty coachingowe, które wokół tej metody narosły. Warto wiedzieć, co skąd pochodzi. Ten odcinek to próba uporządkowania. Dla mnie samego, ale też dla Was – żebyście, kiedy następnym razem usłyszycie czy przeczytacie coś o talencie, mocnej stronie, inwestycji, mogły, mogli od razu wiedzieć: aha, to chodzi o to. Idziemy.
Po co się męczyć? Parę klików lub kilka słów i już mogę mieć efekt, którego potrzebuję. „Przetłumacz mi tekst”, „Napisz podsumowanie badania/e-maila”, „Opracuj plan szkolenia” – każda z tych wypowiedzi może być początkiem promptu, na który otrzymamy naprawdę dobre odpowiedzi. Duży efekt, mały wysiłek, szybkie działanie. Ale jakim kosztem? Czy tylko zużytych tokenów?