Podejmowanie decyzji – zmierzenie się ze strachem i wybranie najlepszej opcji

P

Boję się wielu rzeczy. Strach jest czymś naturalnym, co w jakiś sposób chroni nas przed podejmowaniem się wykonania zagrażających nam działań. A jednocześnie bez przezwyciężania strachu i decydowania o tym, czego chcemy, a czego nie chcemy zrobić, będziemy stać w miejscu, a nawet się cofać. Aby nie być sparaliżowany strachem, stosuję różne techniki, które pozwalają mi działać. Dwie z nich są szczególnie skuteczne i dobrze się uzupełniają. Jakie to techniki? Opisałem je poniżej.

Zarządzanie strachem

Pierwszej z technik nauczyłem się od Tima Ferrisa. W czasie wystąpienia na TED, zatytułowanego „Dlaczego powinieneś definiować swoje strachy zamiast celów” (Why you should define your fears instead of your goals), Tim opowiedział m.in. o prostej metodzie, która pozwala szybko zmierzyć się ze swoimi obawami, jeszcze zanim podejmie się decyzję.

Schemat postępowania jest bardzo prosty:

  • zapisujemy nasze pytanie w kontekście decyzji, którą chcemy podjąć,
  • wypisujemy wszystkie obawy związane z tą decyzją,
  • dla każdej obawy wypisujemy, co możemy zrobić, aby zapobiec jej urzeczywistnieniu, a obok notujemy, co możemy zrobić, aby opanować sytuacje w momencie, kiedy ta obawa jednak okaże się prawdziwa.

Skutkiem wypisania obaw wraz ze sposobami ich zapobiegania czy ich naprawy jest oswojenie tych obaw. Nie są one wtedy już takie duże, straszne czy nieokreślone. Są konkretne, namacalne, rozwiązywalne i można nimi zarządzać. A od tego jest już tylko jeden krok do działania.

Przykład

Najlepiej działają na nas przykłady, podam więc jeden z własnego podwórka. Jakiś czas temu zadałem sobie pytanie: „Co się stanie, jak zacznę tworzyć vloga?”, a następnie wypisałem poniższe obawy z tym związane. Dla każdej obawy wynotowałem też, co mogę zrobić, aby zapobiec jej urzeczywistnieniu oraz jak działać, jeśli się ona ziści.

Obawa 1 – nie będę miał nic ciekawego do powiedzenia i nie będę dostarczał wartości.

Co zrobię, aby zapobiec tej obawie?

  • wypiszę listę tematów, które będę chciał poruszyć we vlogu. Zweryfikuję ją z kilkoma zaufanymi osobami. Wybiorę te tematy, które wydadzą im się interesujące.

Co zrobię, aby opanować sytuację, gdyby ta obawa się urzeczywistniła?

  • jeżeli dostanę informację zwrotną, że nie dostarczam wartości, zrobię ankietę z pytaniami o to, co wnosi wartość. Jeżeli i to nie pomoże, zakończę vlogowanie do momentu znalezienia dobrych tematów.

Obawa 2 – spotkam się z hejtem na YouTube, który będzie na mnie źle wpływał.

Co zrobię, aby zapobiec tej obawie?

  • przygotuję i umieszczę w widocznym miejscu argument, dlaczego vloguję, aby móc sobie o nim przypominać w trudnych chwilach.
  • przygotuję jasne kryteria do blokowania komentarzy i osób komentujących.

Co zrobię, aby opanować sytuację, gdyby ta obawa się urzeczywistniła?

  • zablokuję możliwość dodawania komentarzy (o ile taka opcja będzie dostępna) lub nie będę ich w ogóle czytał.

Obawa 3 – nagrywanie będzie dla mnie bardzo trudne i będę się z tym męczył.

Co zrobię, aby zapobiec tej obawie?

  • zrobię kilka kursów na Udemy o montowaniu video i postawię sobie za cel przetestować w praktyce zdobytą wiedzę. Dzięki temu poznam cel vlogowania – naukę.
  • będę obserwował kilka osób, na których chcę się wzorować, i zapisywał to, co robią dobrze, a potem będę próbował powtarzać to na swoim vlogu.

Co zrobię, aby opanować sytuację, gdyby ta obawa się urzeczywistniła?

  • ustawię datę weryfikacji wszystkich „za” i „przeciw” vlogowaniu w kalendarzu. Będę kontynuował działalność tylko, jeżeli argumenty „za” będą przeważać.

Napisane działa uspokajająco

Kiedy zobaczyłem wystąpienie Tima na TEDzie, pomyślałem, że to ciekawa technika. Najpierw wykonałem to ćwiczenie w głowie, ale nie było to skuteczne. Potem przypomniałem sobie, co sam zwykle mówię moim klientom – warto zapisywać takie rzeczy (zanotowane słowa mają większą moc). Tak też zrobiłem. Okazało się, że napisane przemyślenia stały się bardziej rzeczywiste. I przy okazji bardziej skuteczne.

Od tej pory za każdym razem, kiedy mam dokonać jakiejś trudnej decyzji, której się nieco obawiam, stosuję to ćwiczenie. Zwykle bardzo pomaga ono ograniczyć strach.

Czy ja się chcę w to angażować? Podejmowanie decyzji

Drugim obszarem, w którym czasami mierzę się ze strachem, jest podejmowanie decyzji związanych z odrzucaniem jakichś opcji – boję się wówczas konsekwencji straty możliwości. W tym przypadku bardzo często korzystam z techniki, której nauczyłem się z Esencjalisty Grega McKeowna. Autor opisuje w książce prosty sposób, w który podejmuje decyzje. Stawiając sobie pytanie, określa trzy obszary (minimalne kryteria), które dana inicjatywa musi spełniać. Żeby móc w ogóle dalej rozważać daną decyzję, wszystkie trzy kryteria powinny zostać spełnione. Kiedy tak się stanie, McKeown określa trzy maksymalne kryteria, które powinien realizować idealny projekt/idealna inicjatywa.

Decyzja zostanie podjęta, jeśli będzie spełniać przynajmniej dwa z tych trzech maksymalnych kryteriów. W każdym innym przypadku odpowiedź będzie brzmieć „nie”.

Przykład

Znów posłużę się przykładem, aby zobrazować Ci ten sposób podejmowania decyzji.

Ostatnio jestem bardzo zajęty. Prowadzę warsztaty, współpracuję z kilkoma firmami, tworzę blog, podcast i vlog, a także aktywnie prowdzę grupę na FB. Do tego dochodzą jeszcze konsultacje (coaching) dla osób, które chcą rozwijać swoje talenty. Jednocześnie postanowiliśmy z żoną, że nie będę pracował więcej, niż gdybym pracował na etacie, czyli maksymalnie 40 godzin tygodniowo (co mierzę za pomocą Toggl).

Dlatego kiedy ktoś pyta mnie o możliwość konsultacji, chcę móc podjąć decyzję w dobry dla mnie sposób. Bo najchętniej zgodziłbym się pracować z każdym, kto się do mnie zgłasza, bo każda osoba jest interesująca i każdej chcę pomóc! (Individualization :) ). Stąd też, kiedy mam do podjęcia decyzję o współpracy, korzystam z metody Grega McKeowna.

Mój zestaw minimalnych kryteriów dla tego przypadku

Zdefiniowałem minimalne kryteria, które dana nowa współpraca musi spełniać:

  • klient zgadza się na moje warunki finansowe,
  • klient jest w stanie spotykać się ze mną w godzinach między 7:00 a 16:00 (po 16:00 nie chcę pracować),
  • klient jest w stanie spotykać się ze mną zdalnie (Zoom, Skype itd.).

Jeżeli dana osoba spełnia wszystkie minimalne kryteria, przechodzę do maksymalnych kryteriów. Jeżeli jednak chociaż jedno nie może być spełnione, dziękuję takiej osobie (w tym momencie, ponieważ za jakiś czas mogę zmienić własne kryteria!) i proponuję jej innego zaufanego, certyfikowanego trenera.

Mój zestaw maksymalnych kryteriów dla tego przypadku

Maksymalne kryteria, z których co najmniej dwa muszą być spełnione, to:

  • klient jest w stanie zdecydować się na co najmniej cztery spotkania (przy założeniu, że po pierwszym spotkaniu zdecydujemy, czy jesteśmy w stanie razem pracować),
  • klient pełni jakąkolwiek rolę liderską – wtedy nasza praca ma przełożenie na niego i na ludzi z którymi pracuje,
  • klient jest w stanie się zobowiązać do samodzielnej pracy między spotkaniami tak, aby te spotkania były jak najbardziej efektywne.

Sprawdzam powyższe kryteria i jeżeli co najmniej dwa z nich są spełnione, to decyduję się na współpracę. Jeżeli jest inaczej, to tak jak w przypadku minimalnych kryteriów odmawiam i dziękuję za kontakt.

Podsumowanie

Od kiedy wprowadziłem do repertuaru narzędzi te dwie techniki, podejmowanie decyzji jest dużo łatwiejsze. Dużo mniejszy jest też stres z tym związany. Decyzje nie są już tak straszne. Są namacalne i można nimi zarządzać. Sprowadzają się do serii kroków, które mogę wykonać, aby ograniczyć ich wszelkie negatywne skutki.

Pomysł na akcję

Jakiego typu decyzje podejmujesz najczęściej? Opisz je. Stwórz dla nich zestaw minimalnych i maksymalnych kryteriów. A jeżeli będziesz chciał opisać swoje doświadczenia poniżej, to będzie mi bardzo miło. Na pewno inni też na tym skorzystają :).

O autorze

autor: dominik

Newsletter

Patronite

Ostatnie wpisy

Kategorie