Produktywność i bieganie – zaczyna się od następnego kroku

P

Kiedy ktoś mnie pyta, czy zawsze byłem produktywny, zwykle odpowiadam, że nie. I że wszystko zaczęło się 29 grudnia 2009 roku. Dlaczego pamiętam tę datę? Bo wtedy pierwszy raz wyszedłem na trening biegowy i zrealizowałem pierwszy krok planu biegowego, który miał sprawić, że będę w stanie przebiec 30 minut bez zatrzymywania się. A 29 grudnia 2009 roku nie byłem w stanie przebiec 500 metrów bez poczucia, że zaraz zabraknie mi tlenu.

Najtrudniejszy pierwszy krok

Powyższy nagłówek brzmi jak banał. Jest tak wyświechtany, że nawet czasami już nie wypowiadamy tych słów, bo boimy się być posądzeni o ten banał właśnie. Zresztą już dawno temu pisano o tym, a nawet śpiewano piosenki. Np. Anna Jantar:

Najtrudniejszy pierwszy krok,
zanim innych zrobisz sto.
Najtrudniejszy pierwszy gest,
przy drugim już łatwiej jest.
Najtrudniejszy pierwszy krok,
potem łatwo mija rok.
Najtrudniejszy pierwszy dzień,
sam jutro przekonasz się.

A to w wielu przypadkach jest tak bardzo prawdziwe stwierdzenie…

Niemal za każdym razem, kiedy wychodzę na trening, tym, co w nim jest najtrudniejsze, jest wyjście z domu. Do momentu wyjścia za drzwi wciąż jest ryzyko, że zrezygnuję z treningu. Ponieważ biegam rano, to mogę wrócić do łóżka, mogę stwierdzić, że boli mnie brzuch, że za dużo dzień wcześniej zjadłem, że jest za mokro, że jest za zimno, że jest za ciepło, że nie mam energii, że zegarek rozładowany, że nie mam żelu energetycznego.

Kiedy jednak znajdę się już za drzwiami, to praktycznie nic nie jest w stanie sprawić, że zrezygnuję z treningu. Ten jeden krok za drzwi jest tym czymś, co decyduje o tym, że trening się odbędzie lub nie.

Plan biegowy

Ostatnio rozmawiając w serii „Słownik talentów” o talencie strateg usłyszałem, że planowanie jest wyrazem szacunku do drugiego człowieka. Myślę, że tę definicję można rozszerzyć także na siebie samego. Według mnie plan biegowy jest dowodem tego szacunku do samego siebie. Za każdym razem, kiedy biegałem wg planu, rezultaty były dla mnie dobre. Tak było, kiedy zaczynałem i realizowałem plan 10-tygodniowy mający mnie przygotować do truchtania przez 30 sekund. Tak było, kiedy przygotowywałem się przez rok do mojego pierwszego maratonu. Tak było, kiedy przygotowywałem się do maratonów, w których złamałem 3:30 i pobiłem swoją życiówkę (3:23:19).

Z kolei za każdym razem, kiedy postanowiłem biegać „na czucie”, było trudno. Odpuszczałem, nudziłem się, rezygnowałem. Przez rok wracałem do biegania.

Od razu dodam małe sprostowanie – bieganie „na czucie” jest świetne jako pojedyncze treningi, ale rzadko kiedy doprowadzi nas do wyników, jakie planujemy osiągnąć.

I jedno, i drugie jest świetne – warto wiedzieć, na czym nam zależy, i świadomie wybierać!

Bieganie a produktywność

OK, to w czym bieganie i produktywność się łączą? Jest kilka wspólnych obszarów, które widzę, a rozumiejąc bieganie, lepiej rozumiem produktywność.

Pierwszy krok

Tak jak i w bieganiu, w produktywności pierwszy krok jest najtrudniejszy. Mając przed sobą duży projekt, czasami czuję się tak, jak przed wyjściem na długi trening. Albo na trening w deszczu. Mam przed sobą wizję tego, że będzie mokro. Że będzie ciężko. Te myśli znikają za drzwiami.

Przy pracy nad zadaniami i projektami tymi drzwiami jest zrobienie pierwszego, nawet najmniejszego zadania. Przygotowanie planu? Wypisanie nagłówków tekstu? Przeczytanie jednego artykułu? Odpowiedzenie na 5 wiadomości ze 100? Cokolwiek, co możecie zrobić w kilka minut, może być tym małym krokiem „za drzwi”.

Przypomniała mi się tutaj historia, którą opowiadał Michał Śliwiński z [Nozbe] w podcaście [The Podcast]. Mówił w nim o zasadzie 5 minut. Jak miał przed sobą większy projekt, coś, co wydawało mu się duże, to mówił sobie, że usiądzie do tego tylko na 5 minut. Z takim nastawieniem zaczynał pracę. W większości przypadków to 5 minut zmieniało się w godzinę lub dwie godziny pracy, co często było wystarczające, aby zrobić całe duże zadanie!

Ograniczanie przeszkód i przeszkadzaczy

Jeśli zamierzam wyjść na bieganie rano, to wiem, że wcześniej mogę zrobić kilka rzeczy, aby sobie w tym pomóc. Przygotowania są ważne. Z jednej strony warto dzień wcześniej przygotować ubranie do biegania, zegarek, pasek do mierzenia tętna i położyć je w widocznym miejscu. Często pomaga też przygotowanie pomysłu na trening oraz trasy. Kiedy to nie wystarcza, można umówić się z drugą osobą na wspólny trening. To bardzo motywuje!

Przy bieganiu bardzo pomaga mi zastanowienie się dzień wcześniej, co będzie mogło mi przeszkadzać w wyjściu na trening. Gdy mam to przemyślane, robię, co mogę, aby ograniczyć moc tych rzeczy.
Na przykład jedną z większych przeszkód w bieganiu rano jest ciężki brzuch, czyli zbytnio najedzony dzień wcześniej. Co mogę z tym zrobić? Jeżeli wiem, że na drugi dzień chcę iść biegać, to zrobię sobie lekką kolację.

Zbyt mało czasu na trening rano? Jeżeli wiem, że mam gdzieś być na 7 rano, a chcę zrobić godzinny trening, to mogę sobie policzyć, ile czasu na co potrzebuję, czyli o której warto wstać, aby się wyrobić. Mogę część rzeczy przygotować dzień wcześniej (np. część rzeczy na śniadanie, spakować lunch na dzień itd.).

Mam nadzieję, że udało mi się pokazać schemat działania. A jak to się ma do produktywności?

Dokładnie te same mechanizmy działają i pomagają przy produktywności. Co przeszkadza Wam zacząć pracę nad trudnym zadaniem?

Bałagan na biurku? Wpiszcie jako pierwsze zadanie oczyszczenie biurka. Brak pomysłu, od czego zacząć? Napiszcie plan na 2–3 pierwsze kroki – będziecie wiedzieli, od czego zacząć. Po wstaniu rano nie wiecie, w co ręce włożyć? Zbudujcie sobie nawyk planowania następnego dnia dzień wcześniej wieczorem – trzy najważniejsze zadania – od razu będzie wiadomo, od czego zacząć. Wiecie, że Facebook i inne social media odciągają Was od pracy? Zablokujcie je. Musicie przerywać pracę, bo jesteście spragnieni? Przygotujcie sobie dzbanek z wodą na biurku.

Pierwszym krokiem jest przeanalizowanie, co przeszkadza Wam w pracy. Drugim – wymyślenie kroków, które możecie zrobić, aby ograniczyć ich wpływ na Waszą pracę.

Realizacja planu drogą do osiągnięcia celu

Można sobie truchtać, biegać szybciej i wolniej, po płaskim i po górkach. I może to dawać ogromną przyjemność. Może być celem samym w sobie.

Jeżeli jednak naszym celem jest przebiegnięcie jakiegoś biegu na danym dystansie w określonym czasie, to takie bieganie prawdopodobnie nam tego nie umożliwi.

Znam bardzo mało osób, które nie trenując wg wybranego planu, przebiegły bieg w wyznaczonym czasie i nie okupiły tego kontuzją lub zniechęceniem do biegania…

A jak się to ma do produktywności? To zależy, jak definiujecie produktywność. Jeżeli jako robienie więcej – to pewnie lekcje z biegania nie są przydatne.

Ale jeżeli definiujecie produktywność podobnie jak ja, czyli jako robienie właściwych rzeczy we właściwym czasie i we właściwy sposób, to lekcje z biegania są jak najbardziej adekwatne.

Tak jak dążenie do osiągnięcia wymarzonego wyniku w biegu wymaga realizowania odpowiednich treningów w odpowiednim czasie, tak osiąganie celów także wymaga zaplanowania i realizacji tych planów w wybranym czasie.

Jeżeli chcecie osiągać wybrane cele, uczcie się od biegaczy. :)

Podsumowanie

Kiedy zaczynałem pisać ten artykuł, wiedziałem, że od biegania zaczęła się moja produktywność. W miarę pisania okazało się, że podobieństw i wzajemnych inspiracji jest dużo więcej. Jesteście biegaczami? Zobaczcie, jak bieganie może Wam pomóc być produktywnymi. Jesteście produktywni? Zobaczcie, jak te same zasady mogą Wam pomóc w sporcie.

O autorze

autor: dominik

Newsletter

Patronite

Ostatnie wpisy

Kategorie